And so my journey begins…

Podobno przed każdą aktywnością potrzebna jest rozgrzewka. Ja przed podróżą do obu Ameryk wybrałam Norwegię.

Bagaż: niewielki (plecako-torba o pojemności 40 litrów mieszcząca się w standardach większości linii lotniczych jako „cabin size”).

Lot Norwegianem z lotniska Szczecin/Goleniów. Małe, czyste, wygodne i w dodatku pięknie położone w sosnowym lesie. Piękna pogoda, czyli będą ładne widoki z okna.

Niektórzy czytają blogi podróżnicze, żeby chłonąć wiedzę i doświadczenie innych podróżników. Tego niestety nie mam zbyt wiele. Nigdy nie podróżowałam poza Europą (chociaż w Europie całkiem sporo), nie mam wielkiego doświadczenia z lotniskami, łapaniem stopa w dżungli, nie zwiedzałam syberyjskich stepów z plecakiem ani nie karmiłam małp bananami (ha! Jeszcze!). Jestem raczej ‚wygodna’. Nie lubię tłoku, wolę mieć pościel i łóżko, na porządku dziennym są u mnie raczej hotele z basenami, a nie hałaśliwe hostele. Z tym będę musiała się zmierzyć, postaram się zapisać swoje zmagania. Przyzwyczajona do jazdy taksówkami i bezbłędną komunikacją miejską w Warszawie będę musiała obniżyć standardy, znosić długie oczekiwania na lotniskach, wielogodzinne przejazdy autobusami i wreszcie, dziesiątki kilometrów, które będzie mi dane przemierzyć pieszo. Na samą myśl bolą mnie nogi i mam ochotę zamówić Ubera.

Piszę posta siedząc na lotnisku, jak prawdziwa travelblogerka…dziwne uczucie 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.