Norweski black metal

(uwaga, tekst  nie jest przeznaczony dla czytelników o słabych nerwach)

Norweski black metal to nie tylko fantastyczna muzyka, która wywarła ogromny wpływ na światową scenę metalową. Nieodzowną częścią zjawiska jest też etap rozkwitu gatunku, pełen przemocy, mroku i sensacji. Norweski black metal bardzo prędko okrył się złą sławą, której granice nie kończyły się wcale na Norwegii. Cały świat przecierał oczy ze zdumienia dowiadując się o zbrodniach, podpaleniach i innych szokujących wyczynach norweskich muzyków.

Zainteresowanych tematem od razu mogę z czystym sumieniem odesłać do ksiażki Lords of Chaos: The Bloody Rise of the Satanic Metal Underground autorstwa Michaela Moynihana i Didrika Søderlinda. Książkę wydano też w 2009 roku w Polsce, chociaż uważam, że w naszym języku tytuł nie brzmi niestety tak atrakcyjnie: Władcy Chaosu – Krwawe powstanie satanistycznego metalowego podziemia. Książka jest napisana w przystępny sposób, pełno w niej zdjęć, wywiadów, cytatów, wypowiedzi muzyków i dziennikarzy. Kawał solidnej dziennikarskiej roboty. Jedyną niewielką wadą jest skupienie się na okolicach 1993 roku, czyli na czasach eskalacji przemocy, morderstw, głośnych podpaleń i aresztowań członków sceny. Zabrakło mi odrobinę mniej sensacyjnych historii, a więcej „zwykłej” opowieści. Nad wyraz dużo miejsca (moim zdaniem niestety za dużo) poświęcono najbarwniejszej postaci opowieści o początkach norweskiego blacku: Vargowi Vikernesowi.

Wszystko zaczęło się w środowiskach młodziutkich muzyków zafascynowanych muzyką grup takich jak Venom, Bathory, Mercyful Fate czy Hellhammer. We wczesnych latach 90 z tej fascynacji powstały zespoły Emperor, Mayhem, Immortal, Gorgoroth, Satyricon i Burzum.

Black metalowcy byli znani z bogatej oprawy koncertów. Stosowali szokujące rekwizyty (średniowieczne narzędzia tortur, wielkie płonące krzyże, zwierzęce szczątki) i zawsze malowali twarze tak zwaną corpsepaint. W tym typie scenicznego image chodziło o wywołanie możliwie najbardziej szokujacego, mrocznego i odrażającego efektu przypominającego twidok rozkładających się zwłok. W tym celu do corpsepaint dodawano na przykład zwierzęcej krwi.

Teksty utworów były bez wyjątku pisane „na poważnie”. Najczęściej były to satanistyczne kazania wymierzone w chrześcijaństwo (i religię w ogóle), ludzkość i świat. Sporo jest też wątków przemocy, wojny, mordów, apokalipsy i wszelkiego zniszczenia. Nie brakuje tematów śmierci, rozkładu, dzikości, nieposkromionej natury. Sporo jest też o powracaniu do korzeni, zwłaszcza pogańskich, pełnych nobilitowanej przez autorów tekstów przemocy i naturalności.

O estetycznych fascynacjach muzyków tego nurtu wspominałam już przy okazji tekstu o malarzu Theodorze Kittelsenie (TUTAJ), którego obrazy metalowcy chętnie umieszczali na okładkach swoich płyt. 

Centralną postacią norweskiego black metalu był muzyk o pseudonimie Euronymous (pseudonim pochodzi od nazwy greckiego bożka zamieszkującego rozkładające się zwłoki), który założył w 1984 roku zespół Mayhem natomiast w 1991 roku otworzyłw Oslo sklep muzyczny Helvete („piekło”), który stał się mekką dla fanów metalu i miejscem spotkań muzyków (przede wszystkim członków Mayhem, Burzum i Emperora). Euronymus założył także pierwszą wytwórnię wydającą norweskiego blacka: Deathlike Silence Productions, nakładem której ukazywały się płyty jego własnego zespołu i projektu Vikernesa: Burzum.

Norweski black metal

Wokół Helvete i środowiska zespołów metalowych skupiła się grupa wiernych fanów. Muzycy Burzuma, Emperora i Mayhemu nie tylko nagrywali i spotykali się w sklepie, niektórzy także tam pracowali lub pomieszkiwali w sklepowej piwnicy. Grono to zyskało nazwę „black inner circle”, co zapewne dodawało grupie tajemniczości i powagi w oczach fanów. Sklep był pomalowany (łącznie ze ścianami i sufitami) na czarno, pełno było w nim plakatów z zespołami metalowymi, chociaż wystrój obejmował też średniowieczną broń, zwierzęce kości oraz nagrobek.

Nie chcę tu opowiadać całej zawiłej historii norweskiej sceny blackmetalowej, która przypomina niemalże telenowelę. Ograniczę się do wypunktowania kilku najważniejszych wydarzeń.

  • Samobójswo Dead’a z Mayhemu

Dead był członkiem Emperora założonego przez Euronymousa. Wyjątkowo zamknięty w sobie i stale cierpiący na depresję wokalista ciągle dokonywał autoagresji. Ciął się w trakcie koncertów i poza nimi. Był też znany z nocowania w lesie, zakopywania swoich ubrań, żeby przesiąkły zapachem rozkładu, głodzenia się żeby na ciele pojawiły się rany wynikające z niedożywienia. Nosił ze sobą martwe zwierzęta, których zapach wdychał przed wejściem na scenę. Poszukującemu w 88 roku wokalisty do swojego zespołu (Mayhem) Dead wysłał swoje demo wraz z ukrzyżowaną myszą. Koledzy z zespołu byli przekonani o talencie Dead’a, ale też o jego chorobie psychicznej. Młody muzyk miał za sobą dziecięcy epizod śmierci kliniczej, po którym rozwinęła się u niego depresja i prawdopodobnie zespół Cotarda, charakteryzujący się przekonaniem chorego, że jest martwy, a jego ciało ulega rozkładowi.

Norweski black metal

8 kwietnia 1991 roku Dead popełnił samobójstwo w leśnym domu, w którym muzycy Mayhem grywali próby. Najpierw podciął sobie nadgarstki i gardło nożem, po czym strzelił sobie w głowę ze strzelby. Jego ciało odkrył Euronymus, który pośpiesznie udał się do pobliskiego sklepu, gdzie kupił aparat fotograficzny. Zrobił zdjęcia martwego Death’a z mózgiem wylewającym się z roztrzaskanej strzałem głowy, a także zabrał na pamiątkę fragmenty kości czaszki kolegi, które potem miał wręczyć najbliższym znajomym. Dopiero potem zawiadomił o sprawie policję. Zdjęcie martwego kolegi i fragment jego listu pożegnalnego („Nie jestem człowikiem. To tylko sen i wkrótce się obudzę. Było za zimno i krew nie przestawała krzepnąć”) Euronymous wykorzystał jako okładkę płyty Mayhemu.

  • podpalenia kościołów

Od 1992 do 1996 roku w Norwegii podpalono aż 50 kościołów. Pierwszą podpaloną świątynią był datowany na 1150 rok Fanoft Stavkirke (o norweskich wczesnośredniowiecznych kościołach klepkowych pisałam TUTAJ). Wiele dowodów wskazuje na to, że podpalenie było dziełem VargaVikernesa (założyciel Burzuma), ale w ostatecznosci nie udało mu się udowodnić tego podpalenia (udowodniono za to pięć innych). Vikernes umieścił na okładce płyty „Aske” (tytuł oznacza popioły, zgliszcza) zdjęcie spalonego kościoła Fanoft.

Blackmetalowcy nawoływali w tekstach utworów i w trakcie koncertów do podkładania ognia pod świątynie i kościoły. Uzasadniali to wolą Szatana/Diabła, któremu twierdzili, że służą, a także tym, że chrześcijaństwo wprowadzono siłą na pogańskie ziemie, często stawiając kościoły w miejscu wcześniej spalonych świątyń pogańskich.

W procesach za podpalenia skazano muzyków Burzuma, Emperora, Mayhema i innych zespołów. Żaden nie wykazał skruchy. W trakcie procesów wyszło na jaw, że muzycy planowali także podłożenie bomb między innymi pod słynną katedrę w Trondheim.

Spokojnie. Nie podpalam, zwiedzam.

  • zamordowanie przypadkowego mężczyzny przez Fausta, bębniarza Emperora

W sierpniu 1992 roku bębniarz Emperora brutalnie zamordował obcego, przypadkowego mężczyznę, którego zmasakrowane ciało porzuca w lesie. Przez ponad rok pozostawał bezkarny. Opowiadał potem, że był przepełniony agresją i że po prostu chciał wiedzieć, jak to jest zabić człowieka. Następnego dnia po popełnionej zbrodni Faust razem z Vikernesem i Euronymousem podpalili kościół w Hollmenkolen koło Lillehamer. Morderstwo wyszło na jaw rok później po ujęciu Vikernesa za zabójstwo Euronymousa.

  • morderstwo Euronymusa

W sierpniu 1993 roku Varg Vikernes wraz z innym muzykiem przyjechał do Oslo do mieszkania Euronymousa. Wywiązała się bójka, Vikernes uśmiercił kolegę zadajac mu 23 ciosy nożem kuchennym. Twiedził, że zrobił to w samoobronie, został bowiem przez Euronymousa napadnięty. Zabity muzyk miał pierwszy go zaatakować, wcześniej planując zamach na życie Vikernesa (o czym Vikernes miał się dowiedzieć od wspólnych znajomych). Sąd nie dał wiary tłumaczeniom Vikernesa i skazał go na 21 lat więzienia. Vikernes został też skazany za posiadanie 150 kilo środków wybuchowych (które twierdził, że znalazł na wycieczce do lasu) oraz za podpalenia 4 kościołów. Vikernes w trakcie wyroku podejmował próby ucieczki z więzienia (jedną udaną, ujęto go dopiero po dwóch dniach).

W internecie roi się od spekulacji dotyczących motywu morderstwa. Najczęściej wymieniane z nich to walka o „panowanie” w blackmetalowym półświatku i motyw finansowy (kłótnie o pieniądze za płyty Burzuma, które wydawał Euronymous w swojej wytwórni). Vikernes wyzedł na wolność w 2009 roku (po odsiedzeniu w więzieniu 15 z zasądzonych wcześniej 21 lat) i zamieszkał we Francji. Nie zmienił swojej wersji wydarzeń, nie wykazał skruchy i dalej podtrzymuje, że popełnił zbrodnię w samoobronie.

Norweski black wyrósł (jak właściwie każdy nowy gatunek muzyki) z buntu. W przypadku blackmetalowców z Norwegii był to bunt przeciwko wyjątkowo uporządkowanemu, poprawnemu i „grzecznemu” społeczeństwu. Ważnym elementem tego buntu było także odrzucenie nowoczesności, nowych technologii i komercjalizacji. Efektem był zwrot w stronę pradawnych tradycji pogaństwa, surowych warunków nagrań i niechęć do wszystkiego co zalatywało komercją  (na przykład zbyt „ładnych” okładek płyt) i niezwykle hermetyczne koncerty i spotkania. Buntem wobec wszechogarniającej norweskiej grzeczności i poprawności był zwrot w stronę przemocy, łamania wszelkiego tabu. Co ciekawe nie znalazłam żadnych informacji o łamaniu tabu sekualnego czy ekscesach erotycznych muzyków, poza świadectwami kobieciarza Vikernesa, który na każdym kroku podkreślał swoje powodzenie u płci przeciwnej oraz fakt posiadania dziewczyny. Bunteośm przeciwko norweskiej schludnej estetyce czerwonych domków z białymi płotkami było zamiłowanie do brudu, rozkładu, ciemności. Wreszcie buntem przeciwko wszelkim wyznawanym przez społeczeństwo wartościom był satanizm i mizantropia.

Abstrachując od negatywnych aspektów, norweski black był (i jest) naprawdę świeżym i świetnym gatunkiem na rynku muzycznym. Pisząc ten artykuł z przyjemnością wróciłam do mrocznych i surowych płyt Buzuma, Mayhemu i Immortala, które polecam wszystkim fanom metalu. Niefanom polecam w celach socjologiczno-rozrywkowym. Teledyski i image muzyków mogą być dla nas dzisiaj całkiem zabawne, ale warto pamiętać, że są związane z falą przemocy popełnionej w imię wspólnych ideałów na szczęście wąskiej subkultury młodych i wyalienowanych ludzi. Warto znać historię przemocy, która zainicjowała paniczny strach przed skłonnymi do przemocy metalowcami-satanistami. To właśnie ta opowieść leży u źródeł miejskich legend o czarnych mszach, ofiarach z dzieci i mordowaniu kotów.

 

Zainteresowanym tematem polecam też film dokumentalny „Until the light takes us all” (po angielsku), który można znaleźć pod tym linkiem:

Polecam też fajny artykuł w temacie (po angielsku):

Norwegian Black Metal: Satanism, Church Burnings and Murder-What Hath Venom Wrought?

oraz artykuł z New Yorkera z ciekawymi zdjęciami Petera Beste (autora wspaniałego albumu ze zdjęciami wczesnej norweskiej sceny metalowej):

http://www.newyorker.com/culture/photo-booth/norwegian-black-metal

Oraz artykuł o tym, jak Norweska Ambasada w Polsce promuje swoje dziedzictwo organizując wystawę zdjęć z koncertów blackmetalowych:

http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,16229843,Norweski_black_metal_w_ambasadzie__Karsten_Klepsvik_.html

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.