Jeszcze o mojej podróży

Czego będę słuchać w trakcie?

Jestem z pokolenia, które nagrywało kiedyś mixtape’y na kasetach. Na każdy etap życia, podróż, wydarzenie dalej tworzę mixtape’y, tyle że w aplijacji Spotify. Możecie mnie tam znaleźć jako….

Bo muzyka jest cholernie ważna. Po prostu.

Jeśli trafię na koncert, występ, wypasionego trębacza w metrze czy inną dobrą muzykę, możecie liczyć, że podzielę się z wami relacją, nagraniami, filmami, zdjęciami. Już wkrótce pojawi się tu odnośnik do mojej podróżnej playlisty na spotify.

Co będę jadła?

Wszystko…poza mięsem. Nie jem go od wielu miesięcy i mam nadzieję, że tak pozostanie. Decyzja jest czysto ideologiczna, nie będę się zasłaniać innymi powodami, bo wcale nie uważam, że jest specjalnie niezdrowe, albo tym bardziej, że źle smakuje. Wszyscy weganie i wegetarianie, dla któych ważne są ideowe powody niejedzenia mięsa chętnie o tym opowiadają, nie jestem wyjątkiem. Jeśli robi się coś, z poczuciem, że dokłada się swoją małą cegiełkę do wielkiej budowli jak najbardziej należy dzielić się z tym innymi. Zwłaszcza w Polsce, która wspaniale otwiera się na wegetarian i wegan. Warszawa roi się od fantastycznych miejsc, w których zjemy sojowego schabowego, wegański ramen, wegan sushi, tofucznice, flaczki z boczniaków, tarty raw, bezglutwenowe bezy i inne przyjazne wegetarianom i weganom dania na każdą kieszeń, o których kupieniu 10 lat temu można było raczej pomarzyć.

Mam nadzieję spróbować wszystkiego, co będzie w zasięgu moich możliwości. Od lokalnych alkoholi po streetfoody, nawet jeśli to ostatnie może w niektorych miejscach grozić rozstrojem zdrowotnym. Jeśli w jakimś miejscu będzie taka możliwość postaram się uczestniczniczyć w lekcjach gotowania lokalnej kuchni, podglądać co się da. Wszystkie relacje zamieszczę na stronie w dziale „Jedzenie”.

belgian beersstreet foodpicnic

O pieniądach się nie rozmawia

Trochę wierzę w tą zasadę. Nie zobaczycie obszernych relacji z moich zakupów, nie obejrzycie zestawienia kosztów mojej podróży. Po części dlatego, że teraz, na samym początku sama nie wierzę, że będę w sobie miała tyle dyscypliny, żeby dokładniejsze rachunki prowadzić.

Jak przystało na przecietną polkę w moim wieku nie mam oszczędności, żeby móc pozwolić sobie na podróżowanie sprzedałam mieszkanie. Czyli oficjalnie jestem bezdomna, chociaż tak naprawdę mam poczucie, że mój dom będzie tam, gdzie wieczorem będę kładła głowę na poduszce. Przynajmniej fajnie myśleć, że miejsca, w których będę spała będą wyposażone w poduszki.

Kogo chcę spotkać?

Cudownie jest spędzić dzień na zwiedzaniu obcego kraju, miasta, chodzeniu po muzeach i oglądaniu zabytków. Najwyraźniej dobrze mi z oczu patrzy, bo zwykle spoykam przy tym milych localsów. To wielka przyjemność porozmawiać z ludźmi, którzy zamieszkują zupełnie obce miejsca, czasami zostać zaproszoną do domu czy ogrodu. Dzięki nim dowiaduję się miliona ciekwych rzeczy i jak do tej pory, udaje mi się zwiedzać bez przewodników, folderów turystycznych, poradników i w większości przypadków bez map. Być może coś tracę przechodząc obok kościoła ze wspaniałym ołtarzem, który w przedowniku opisuje się jako trzeci największy w kraju/świecie/regionie/wszechświecie. Nieważne, podążam zwykle bez konkretnego celu, chodzę powoli, szukam tego, co zaciekawi moje oko.

Nie strzelam gorączkowo zdjęć, chociaż z każdej podróży robię ich całą masę, zwłaszcza, że mam dziwny nawyk fotografowania wszystkiego po dwa razy (na wypadek gdyby jedno ze zdjęć było nieostre, co zdarza się szalenie rzadko). Często siadam na ławkach, gapię się, odpoczywam w parkach, knajpkach, gdzie tylko się da. Chętnie siadam na przystankach autobusowych, żeby posłuchać o czym mówią oblegający je miejscowi.

Dotychczasowe doświadczenie uczy, że po całym dniu zanurzenia w mieście i kulturze jednego kraju ląduje się najczęściej w totalnie multikulturowym hostelu. Wymiana, która wtedy się odbywa jest czasem wspaniała. Codziennie ludzie uczą się nawzajem swoich języków, opowiadają o swoich krajach, podróżach, zwykle w towarzystwie lokalnych trunków i przysmaków. Takie wieczory potrafią być zapewne męczące, ale więcej przemawia za uczestnictwem, niż przeciw niemu. Dlatego przez caly pobyt nie odwiedzę prawie żadnego hotelu, a postawię na hostele i pensjonaty, w których mogę liczyć na towarzystwo innych. Takich jak ja, zwykle młodych, zwykle podróżujących od dawna. Z całego świata. Ci ludzie, chociaż jeszcze ich nie spotkałam już teraz ekscytują mnie nie mniej niż miejsca, które odwiedzę.

Obsesive ompulsive travel disorder

Oczywiście po angielsku brzmi lepiej, więc nawet nie próbuję tlumaczyć. Od pewnego czasu czuję nieustanną chęć planowania kolejnych podróży. Na planowaniu się nie kończy. Kiedy dotarło do mnie, że się rozwodzę pierwszą myślą, która pojawiła się w mojej głwoie było „wyjechać w góry”. Oczywiście plan został wprowadzony w życie, kilka tygodni samotnych wędrówek zrobiło mi dobrze.

Skoro miałam już nie mieć wspólnych („małżeńskich”)wieczorów spędzanych na dyskusjach, gotowaniu kolacji, weekndów na działce i obiadów u rodziny, okazało się, że mam bardzo dużo wolnego czasu. Naturalnie przyszło mi do glowy, że chcialabym podróżować. Samotna wyprawa w góry była strzałem w dziesiątkę, nadeszła więc epoka samotnych wypraw. Ograniczonych do 26 dni urlopu rocznie, tyle bowiem przysługiwało mi w pracy, którą dostałam zaraz po powrocie z gór. Pracy, którą będę bardzo dobrze wspominać, o której będę myśleć best korpo ever, gdzie poznałam wiele osób, którym winna jestem wdzięczność za to, że okazali mi cierpliwość, życzliwość i po prostu za to że nie okazali się bezdusznymi bucami. Decyzja o odejściu z takiej pracy, żeby piwodróżować wcale nie była prosta. Nie porzuciła znienawidzonego biurka, szefa i bandy nieogarniętych współpracowników-przeciwnie, wszystscy byli cudowni i na długo (zawsze?) pozostaną w moich myślach.

Zanim odeszłam dałam radę odwiedzić kilka miejsc: Amsterdam, Norwegię, Cypr, Maltę, Rzym, Szkocję, Barcelonę, Brukselę, Budapeszt, Mediolan i wiele pięknych miejsc w Polsce: na Mazurach i na Dolnym Śląsku, który absolutnie mnie zachwycił.

backpack